Zabierzcie dzieci i zamknijcie drzwi, a ręce połóżcie tak, żebym je widział. Opowiem wam dziś o radosnym i przyjemnym zajęciu, o kieszonkowym szczęściu każdego człowieka. O sposobie na przyjemność wszędzie i zawsze. Potrzebny jest do tego tylko jeden podręczny środek...
Zaintrygowani? Świetnie. Nie wiadomo do kogo należy patent na to zajęcie, ale prawa autorskie na nazwę należą do biblijnego Onana, drugiego syna Judy, który wedłóg tradycji miał wziąć za żonę wdowę po starszym bracie i zapłodnić ją. Uchyla się on jednak od obowiązku i rozlewa nasienie. Mylnie sądzi się, że robił sobie dobrze, gdy tymczasem nie spuszczał się on po prostu w Tamarę. Wiecie dlaczego? Bo jemu i tak było dobrze. Niestety przyszło mu za to zapłacić życiem...