Casting na sprzątaczkę.

Zima znów stała się puszysta. Wręcz przytłaczająca swą puszystością. Wcinając o 14 godzinie zasłużone śniadanie po cięzkiej nocy wypełnionej kilkukrotnym wstawaniem i podjadaniem miodu z lodówki, oraz walką ze standardowymi koszmarami miałem okazję obserwować na dachu bloku na przeciwko przeprowadzaną sprawnie akcję pana z administracji osiedlowej.

Panowie Ci jeżdżą czasem po osiedlu w takich śmiesznych mini-traktorkach, chodzą w drelichach, a zimą w zielonych waciakach. W lato można czasem któregoś z nich zauważyć jak bez poszanowania zieleni spaceruje i od niechcenia nadziewa papierki na kijek zakończony gwoździem. Dziubanie w śniegu w poszukiwaniu skarbów jest z pewnością bezsensownym zajęciem dla człowieka inteligentnego, więc jeden z panów, dochodząc zapewne do równie przemyślnego wniosku i tego, że jego traktorek zakopie się w zaspach próbując utorowować przejście dla zwykłych konsumentów szarej codzienności osiedla, a gdy śnieg stopnieje skarby ujawnią się same, stwierdził inteligentnie, że pomoże mieszkańcom w inny sposób.
Tym sposobem znalazł się na dachu bloku na przeciwko, a ja obserwowałem z rozdziawioną, pełną podziwu i śniadania gębą, oraz sypiącymi się na kolana okruszkami jego dzielne poczynania. Z widocznym na pierwszy rzut oka lękiem wysokości, nie mając absolutnie wglądu w sytuację na dole, brnął przez śnieg na dachu w odległości mniej więcej metra od krawędzi strącając zawzięcie szpadelkiem sople z krawędzi rynny.

Wszystko byłoby ok, gdyby nie jeden drobny fakt. Na drugim końcu bloku, do którego zmierzał nasz cieć, wisiał największy chyba sopel sięgający do parapetów pod oknami najwyższego piętra. Wisiał idealnie na samym rogu i nie byłoby zapewne problemu, gdyby bezpośrednio za rogiem bloku nie było chodnika, a na dole stał ktokolwiek wtajemniczony w szczegóły akcji.

Jak zaobserwowałem ostatnio na portalach pracy, od idealnego kandydata oczekuje się ostatniego roku studiów kierunkowych, 2-3 letniego doświadczenia w branży, biegłej znajomości jęz. angielskiego w mowie i piśmie, takiej samej znajomości jeszcze jednego obcego języka, prawa jazdy kat. B, oraz własnego auta. Śledziłem poczynania pana z administracji zastanawiając się, czy uda mu się zabić soplem przypadkowego przechodnia, a w tle kiełkowały pytania, czy facet zna biegle angielski, kto go zatrudnił, czy z moją znajomością angielskiego jedynie na poziomie czytania dokumentacji technicznych i bez własnego traktorka mam jakiekolwiek szanse zajęcia stanowiska po nim, gdy zwolnią go za morderstwo.

Prawda jest taka, że gdyby dwa lata temu ktoś powiedział, że będzie wielki kryzys i że tylko jeden kraj w Europie uniknie recesji, to bardzo niewiele osób wskazałoby Polskę. Mamy więc wzrost PKB i bezrobocie. Na stanowisko sprzątaczki wymaga się cv i listu motywacyjnego, panowie w zielonych waciakach łażą po dachach prowokując los, a informatyk bez pracy jada śniadania o czternastej. Coś jest nie tak, czy tylko ja odnoszę takie wrażenie?

Czy w tym kraju może się cokolwiek udać, skoro nawet kryzys nie wyszedł tak jak powinien?