No i cóż... jesteśmy tu. Ziemia obiecana. Kraina mlekiem i miodem opływająca w dochody, pracę, socjal, życzliwość i wszelkie dobra. Jesteśmy tu już prawie miesiąc, mieszkając w warunkach, o których wspominałem na poprzedniej płycie, więc zdarta płyta nie zagra. Wena nie zdradziła.
Sama podróż, to pierwsza, sama w sobie, atrakcja. Żołądek podchodzi do gardła, w uszach szumi, głowa boli od zmian ciśnienia a przemiła obsługa (nie wiem jak, ale nie musieli jeść kluchów, żeby bełkotać niczym pani z Misia) proponuje kupno prezentów walentynkowych zamotanym pasażerom. Część kupiła.
Na lotnisku w Polsce, już za odprawą nie ma miejsc, w których można zapalić, więc oczekuję celu z niecierpliwoscią. Na miejscu, nie wiedząc za bardzo co się dzieje, idę grzecznie za tłumem, a moje myśli krążą wokół jednego. Gdzie pójdę, gdy tłum nagle zacznie rozłazić się w różne strony? Szczęśliwie jednak odbieram bagaż i brnę dalej za strzałkami "Way out". Tak, chcę stąd wyjść...
Podróż pociągiem, podróż metrem. Wszystko szybko. Ciągle czuję niezaspokojoną chętkę na papierosa. Wreszcie dzielnica docelowa i wreszcie mogę zapalić.
Dzień drugi jest przepiękny. Karta sim lokalnego operatora nie pasuje do żadnego z moich telefonów. Mam ochotę wracać. Metro ma... do tej pory nie wiem ile ma linii, więc wtedy postanawiam, że nie będę nim jeździł nie mając jak zadzwonić. Nabywamy więc po specjalnej promocyjnej cenie 40 funtów telefon wraz z kartą miejscowego operatora. To już druga z kolei, więc nr telefonu, który mam w cv (już wydrukowanym) automatycznie staje się nieaktualny. Co ja tu włąściwie robię...
Kolejne dni są równie pięknie. Centrum pełne jest atrakcji. Gdyby Hitler wygrał wojnę huczna feta z pewnością odbyłaby się w centrum Londynu. Puby, czarni, imprezy, żółci, zapach marihuany, buddyści rodem z GTA. 24h. Szósta Rzesza.
Całokształtu dopełnia dość polska atmosfera poszukiwania pracy. Bez przykładów. Jak jest, od razu każdy się domyśla.
Może jeszcze tylko delikatny scratch, niech zdarta płyta zagra przez moment. Ciałem staje się smutna konkluzja z wcześniejszej autopsji, jakoby tyłek nie miał kobiecie załatwić w życiu wszystkiego, a po trzydziestce przydawała się osobowość. Nie twierdzę, że to nie zdaje egzaminu, bo na niektórych działa. Ale co zrobić? Nie każdy jest w stanie dostrzec siwe odrosty i fakt, że jest dymany przez kobietę, choć ona nie ma nawet zamiaru uprawiać z nim seksu.
Miesiąc później, podczas pisania, wiercę się na niewygodnym krześle i rozmyślam nad filozoficznymi kwestiami własnego miejsca w życiu, a w głowie kołacze się myśl, z którą wylądowałem miesiąc temu na Gatwick. Co ja tu robię? Chcę stąd wyjść.
Polski sen o brytyjskim raju na wyspach.
Pozdrawiam.
Wydaje mi się, że znalazłem
Wydaje mi się, że znalazłem Ci sposób na zaistnienie społeczne.
Już widzę bestseller Andrzeja R... Rzeczywistość a sprawa ludzka, myśli spisane gównem na patyku.
Dzień dobry, to ja,
Dzień dobry, to ja, bezrobotny towarzysz Londyńskiej niedoli ;) co tam panie majster? odezwij sie na gadu, albo gdzies..
w kolejnym odcinku zamieszczę
w kolejnym odcinku zamieszczę nagie zdjęcia moich byłych. Niektóre są na prawdę fajne.