Kolega twierdzi, że rząd go okrada. Robią go na opłatach za ścieki. Opłaty za ścieki, jak wiadomo, wliczone mamy w opłatę za wodę, więc logicznym mogłoby się wydawać, że nikt nikogo nie okrada, bo skoro wodę pobieram, to również ścieki odprowadzam. A jednak...
Jak wiadomo woda paruje i tu kolega zaczyna otwierać mi oczy, bo przecież gdy gotuję wodę na herbatę, to 20% (sic!) ulatuje do atmosfery. Jakby tego było mało, to jego świadomego i mnie bezbronnego w potulnej nieświadomości okradają po raz kolejny, bo gdy nieświadom procederu jaki się na mnie odbywa wypiję ze smakiem i niczym nieuzasadnionym pełnym relaksem mojego earl grey'a i dajmy na to wyjdę do pracy, to siku zrobię w pracy, więc jestem dziwny nie odczuwając potrzeby posiadania licznika ścieków.
Oburzony i oślepiony nagłą jasnością bijącą w moje brutalnie świeżo otwarte oczy zaczynam na oślep zgłębiać temat i tak dowiaduję się kolejnych szokujących faktów złodziejskiego procederu. Woda, którą podlałem ogródek pod blokiem jest wliczona w opłaty za ścieki. Siusiu, które zrobiłem pod ścianą u fryzjerki na rogu jest wliczone tak samo. Teoretycznie, gdybym chciał, mógłbym co dzień nalewać z kranu pełen pięciolitrowy baniak wody po mineralnej z biedronki i... i na przykład znosić go do piwnicy. Oczywiście miejsce w piwnicy jest ograniczone, więc co miesiąc mogę sobie wywozić 150 litrów wody i przykładowo hobbistycznie uzupełniać niedobory wody w najbliższym stawie, lub rzece. Choć nie odprowadziłem tej wody do kanalizacji zapłacę za to wszystko jak za ścieki! Zgroza...
Po fakcie dochodzę sam do dalej posuniętych wniosków, mianowicie gdy wypiję herbatę, zrobię siku w pracy, to w lato spocę się jeszcze do tego, a kupując piwo w sklepie monopolowym nie pobieram przecież wody, więc nawet posiadając licznik ścieków jestem okradany, ponieważ odprowadzanie siku z piwa powinno być wliczone w cenę akcyzy za alkohol.
Wszyscy wiedzą, że żyjemy w złodziejskim państwie, dlatego powinniśmy pilnować sami własnego portfela i nie przejmując się kosztem cotogodniowego (a być może i częstszego) czyszczenia zamontować sobie pod wanną, zlewem i sraczem licznik na ścieki, a kupując piwo, colę lub ptysia zawsze prosić panią ekspedientkę o paragon fiskalny, by nie spuszczać swoich pieniędzy w ubikacji, a praw dochodzić w trybunale haskim...
cokolwiek wrote:Kolega
Jak wiadomo woda paruje i tu kolega zaczyna otwierać mi oczy, bo przecież gdy gotuję wodę na herbatę, to 20% (sic!) ulatuje do atmosfery. Jakby tego było mało, to jego świadomego i mnie bezbronnego w potulnej nieświadomości okradają po raz kolejny, bo gdy nieświadom procederu jaki się na mnie odbywa wypiję ze smakiem i niczym nieuzasadnionym pełnym relaksem mojego earl grey'a i dajmy na to wyjdę do pracy, to siku zrobię w pracy, więc jestem dziwny nie odczuwając potrzeby posiadania licznika ścieków.
Oburzony i oślepiony nagłą jasnością bijącą w moje brutalnie świeżo otwarte oczy zaczynam na oślep zgłębiać temat i tak dowiaduję się kolejnych szokujących faktów złodziejskiego procederu. Woda, którą podlałem ogródek pod blokiem jest wliczona w opłaty za ścieki. Siusiu, które zrobiłem pod ścianą u fryzjerki na rogu jest wliczone tak samo. Teoretycznie, gdybym chciał, mógłbym co dzień nalewać z kranu pełen pięciolitrowy baniak wody po mineralnej z biedronki i... i na przykład znosić go do piwnicy. Oczywiście miejsce w piwnicy jest ograniczone, więc co miesiąc mogę sobie wywozić 150 litrów wody i przykładowo hobbistycznie uzupełniać niedobory wody w najbliższym stawie, lub rzece. Choć nie odprowadziłem tej wody do kanalizacji zapłacę za to wszystko jak za ścieki! Zgroza...
Po fakcie dochodzę sam do dalej posuniętych wniosków, mianowicie gdy wypiję herbatę, zrobię siku w pracy, to w lato spocę się jeszcze do tego, a kupując piwo w sklepie monopolowym nie pobieram przecież wody, więc nawet posiadając licznik ścieków jestem okradany, ponieważ odprowadzanie siku z piwa powinno być wliczone w cenę akcyzy za alkohol.
Wszyscy wiedzą, że żyjemy w złodziejskim państwie, dlatego powinniśmy pilnować sami własnego portfela i nie przejmując się kosztem cotogodniowego (a być może i częstszego) czyszczenia zamontować sobie pod wanną, zlewem i sraczem licznik na ścieki, a kupując piwo, colę lub ptysia zawsze prosić panią ekspedientkę o paragon fiskalny, by nie spuszczać swoich pieniędzy w ubikacji, a praw dochodzić w trybunale haskim...
Fajne jest to "Quote" :-)